Miło było słuchać od rana dziennikarzy przepełnionych narodową dumą. 3 maja to co roku dzień, kiedy naprawdę fajnie jest być Polakiem. Nawet największy kosmopolita powie tego dnia coś, co ociera się o patriotyzm…
Wielka szkoda, że to najczęściej brednie.
Gdyby komentarze ograniczały się do “ach, jakże to cudownie, że nasz Sejm uchwalił coś mądrego, szkoda, że ponad sto lat temu…” wszystko byłoby w porządku. Niestety dziennikarze uszczęśliwiają nas dalszymi przemyśleniami.
Dla przykładu – można się dowiedzieć, że wprawdzie Konstytucja 3 Maja została uchwalona niezgodnie z prawem, przy wykorzystaniu podstępu, no ale przecież podstęp w słusznej sprawie rzecz chwalebna i w ogóle “cel uświęca środki”. OK, trochę to bardziej skomplikowane, ale jakoś bym tą argumentację przyjął, tylko do diaska dlaczego ona nie ma zastosowania przy ocenianiu obecnie rządzących? Pytanie retoryczne.
No i nieszczęsna demokracja. Ilekroć słyszę, że wprowadzenie Konstytucji 3 Maja było reformą demokratyczną mam ochotę rzucić kapciem w telewizor. Gdzie ona u diaska była demokratyczna? Konstytucja 3 Maja ograniczała ilość uprawnionych do głosowania, wprowadzała cenzus majątkowy, likwidowała wolną elekcję wprowadzając w jej miejsce dziedziczną monarchię… Jeszcze na dodatek przekształcała Rzeczpospolitą w “państwo wyznaniowe” penalizując apostazję.
Piszę to abstrahując od słuszności tychże reform. Wydaje mi się, że było już na nie za późno. Większe szanse miał program Stanisława Leszczyńskiego sformułowany w Głosie wolnym wolność zabezpieczającym… Tym niemniej wysiłki te były chwalebne a sama Konstytucja jest nie lada spuścizną. Tylko do diaska przecież nie można jej wciągać na sztandary wojowników o liberalną demokrację…
A jaki z tego morał? Dziennikarzu – przed skomentowaniem przeczytaj.