- Czymkolwiek to jest, lękam się Danajów nawet gdy przynoszą dary – miał powiedzieć Laokoon, mądry kapłan Apollina na widok pozostawionego u bram Troi wielkiego, drewnianego konia. Zmarło mu się zresztą przez tą przenikliwość dość szybko i nieprzyjemnie.
- Teczki powinny być publicznie dostępne dla wszystkich, ze wszystkimi strasznymi konsekwencjami tego pociągnięcia – pisze Adam Michnik w jutrzejszej “Gazecie Wyborczej”.
- Czymkolwiek to jest, nie wierzę w szczerość jego intencji – pomyślałem czytając zajawkę komentarza z jutrzejszej Gazety.
Środowisko Gazety Wyborczej walczyło dotychczas z lustracją dość konsekwentnie, co nie znaczy, że trzymało się jednorodnej linii. Michnik i Wyborcza byli przeciwko każdej próbie rozszerzenia czy usprawnienia lustracji, często jednak zmieniali zdanie co do szczegółów cofając się na z góry upatrzone pozycje. Zmiana zdania dotyczyła chociażby osoby Leona Kieresa czy też istnienia sądów lustracyjnych. Z czym jednak mamy do czynienia teraz? Istnieje kilka teorii.
1. Przeczucie nieubłagalności zmian. W sytuacji w której otwarcia archiwów nie można już zatrzymać należy przyłączyć się do rwącego nurtu. Gdy na wierzch zaczną wypływać straszliwe informacje zawsze będzie można powiedzieć – “ok, ale myśmy przecież tych ludzi nie bronili, myśmy byli przeciwni złej lustracji, ale gdy przyszło co do czego, to pierwsi wystąpiliśmy z inicjatywą otwarcia archiwów”. Nie należy tu zapominać o fakcie, że odtajnianie tak ogromnej ilości materiałów musi być chaotyczne. A pozbawienie lustracji filtra obyczajowego sprawi, że na wierzch wyjdzie ogromna masa tanich sensacji, być może uderzających głównie w prawicę, sensacji, które odwrócą uwagę opinii publicznej od sedna problemu. Na każdego agenta w salonie odpowiedzieć będzie można dwom księżmi z kochankami i jednym homoseksualistą.
2. Przeczucie blefu. Kaczyńscy dali nam już kilkakrotnie do zrozumienia, że w stosunku do swoich ludzi skłonni są być dość tolerancyjni. Zachowania, które u konkurencji nazwaliby zbrodniami w PiSie były jedynie “kłopotliwą przeszłością”. Ponadto pragmatyka władzy nakazuje utrzymywanie maksymalnej ilości haków. Czyżby więc Adam Michnik przeczuwał, iż radykalizm Kaczyńskich się wypalił a oni sami w sprawie lustracji wyraźnie blefują i nie zamierzają puścić wszystkiego na żywioł? Słuchając wypowiedzi premiera na temat lustracji w Kościele można dojść do takiego właśnie wniosku. Kaczyńscy blefują, a Michnik mówi “sprawdzam”. Doprawdy porażka w tej rozgrywce może kosztować braci bliźniaków władzę.
Bez względu na to jaka motywacja doprowadziła do zmiany stanowiska Adama Michnika (a wraz z nim dziennikarzy Gazety Wyborczej – vide: Mikołaj Lizut) warto zapamiętać sobie prorocze słowa Laokoona. Quidquid id est, timeo Danaos et dona ferentes.
Brednie i kłamstwa. Piszesz, że wraz z Michnikiem stanowisko w kwestii lustracji zmienili również dziennikarze “Gazety Wyborczej”. co najwyżej niektórzy dziennikarze Wyborczej (np. Piotr Stasiński wcale nie).
A “publicystyczna” część tekstu jest przesiąknięta na wskroś michnikofobią.
Przez: wddd w maj 16, 2007
o 7:00 pm
1. Nie napisalem nigdzie, ze zmienili zdanie wszyscy dziennikarze, co do jednego. Wiekszosc, jak sadze, a przynajmniej wiekszosc tych, ktorzy na temat lustracji beda sie w GW wypowiadac. Natomiast Piotr Stasinski jest generalnie czlowiekiem dosc oryginalnym, potrafiacym jednoczesnie nazywac konkurencyjna gazete “Der Dziennikiem” i obrazac sie za nazwanie wlasnego pisma “Gazeta Koszerna”, a nawet jednym tchem pietnowac ksenofobie i ostrzegac przed niemiecka dominacja na rynku mediow. Czlowiek taki jak Piotr Stasinski nawet w Gazecie Wyborczej moze miec wlasne zdanie
.
2. Michnikofobia… hieh… to termin medyczny? Na powaznie – jesli mowilibysmy o pierwotnym znaczeniu terminu slowa fobia, to pewnie moznaby go uzyc (i raczej byloby to srednio odkrywcze zwazywszy, ze lek podkreslam w tytule notatki). Uwazam Adama Michnika za sprytnego i bezwzglednego politycznego gracza posiadajacego system wartosci w bardzo wielu aspektach rozny od mojego, do tego z ambicja wplywania na to jak wyglada Polska. To czyni go niebezpiecznym i calkowicie uzasadnia obawe.
Natomiast na pewno nie mam na punkcie Adama Michnika fobii medycznej – ani mi sie on nie sni po nocach, ani mi jego widok w telewizorze nie wywoluje paniki (nawet nastroju nie psuje).
Przez: Dawid Biel w maj 16, 2007
o 7:33 pm