Tekst, który znalazłem na Forum Frondy. Autorem jest Sparkman.
Pewna rodzina mieszkała w domku, takim zwyczajnym z ogródkiem i z drzewkiem. Rodzice pracowali, dziadkowie byli na emeryturze, a jedne dzieci leżały w łóżeczku, inne były w przedszkolu a pozostałe dzieciaki w szkole. Dni mijały i nic nie zapowiadało tragedii.
Pewnego ranka, nagle ktoś wyważył drzwi frontowe, wbiegł z kijem i pobił domowników. Babcię zabił w pierwszej kolejności, zaraz potem małe dziecko w wózeczku. Reszta domowników schowała się w innym pokoju, mając nadzieję na szybką pomoc sąsiadów. W tym czasie bandzior panoszył się w domu. Ojciec rodziny spojrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył, że to jego sąsiad z zachodniej strony.
Godziny mijały, rodzina powoli traciła nadzieję na pomoc. Przecież sąsiedzi w okolicy musieli coś słyszeć.
Nagle! Szybę wybiła cegła, później wpadła następna. Gdy już nie było szyby, przez okno wskoczył inny oprych.
Ten też z kijem. Pobił domowników, zabił ojca, dziadka i najstarsze dziecko. To był sąsiad ze wschodniej strony.Gdy już związał domowników, otworzył drzwi w pokoju i przywitał się z sąsiadem z zachodu. Okazało się, że byli w zmowie…
Rodzina, która ocalała, odtąd musiała żyć razem z bandziorami, którzy ich napadli. Oprychy wprowadziły swoje prawo, twarde prawo. Oparte na przemocy i strachu.
Mijały dni, pomoc nadal nie nadchodziła. I stała się rzecz dziwna. Oprych z zachodu napadł na swojego wspólnika. Wygonił go z domu, a sam przywłaszczył sobie jego część domu. Odtąd panował już wszędzie.
Wygnany sąsiad nie pogodził się z utratą. Postanowił odzyskać łupy. Pewnej nocy wszedł przez okno i zaatakował tego z zachodu. Mieszkańcy widząc to, postanowili Wschodniemu pomóc. Myśleli, że teraz będzie
po ich stronie. Uff!, wspólnymi siłami przegonili tego z zachodu.Za jakiś czas przybyła policja, tego z zachodu wsadzili do więzienia, a z tym ze wschodu dogadali się. Ponoć odkupił swoje winy wybawiając rodzinę od tego z zachodu. W uznaniu jego zasług, sąd przydzielił mu połowę domu napadniętej rodziny oraz to, że mógł decydować co się dzieje w pozostałej części domostwa. Odtąd mieszkał razem z rodziną, którą wcześniej napadł.
Ciężkie mieli życie domownicy, część z nich postanowiła pomagać oprawcy, mając nadzieję na lepsze życie. Zaczęło się donoszenie, ubliżanie. Było bardzo ciężko tym, którzy wciąż pamiętali…
Po wielu latach, gdy “gość ze wschodu wyprowadził się” pozostawił po sobie różne pamiątki. Część domowników chciała usunąć je z domu, ale ci młodsi nie widzieli nic złego, by pozostały. Wschodni sąsiad
też się sprzeciwiał, likwidowanie jego pamiątek to rzecz nikczemna.Przecież ich uratował…
całkiem fajna historia z historii
nic dodać, nic ująć.
Przez: arkadek w maj 15, 2007
o 10:27 pm
Ja bym jednak ujął nieco. To nie tak że sąd przydzielił podsądnemu ze wschodu pół mieszkania – to sam podsądny razem z policjantem siedział w ławie sędziowskiej.
Przez: Dantes w maj 29, 2007
o 5:35 pm